"Jęk zamykanych bram". Wojciech Wójcik.

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2024).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

W zeszłym roku, jak może pamiętają stali czytelnicy mojego blogu, odkryłam dla siebie polskie nazwisko autora kryminałów, jakim jest właśnie Wojciech Wójcik. Zaczęłam od jego "Biletu dla zabójcy" i wciągnęła mnie ta książka do tego stopnia, że od tej pory przeczytałam dużo więcej  kryminałów jego autorstwa. I oto mamy najnowszy kryminał autora o dość intrygującym tytule, zaczerpniętym z wiersza Antoniego Słonimskiego "W Warszawie". 

Od razu powiem, że dość wyjątkowo jak na książki Wójcika, grono bohaterów biorących udział w wydarzeniach przedstawionych w książce jest wąskie. Nawet powiedziałabym, kameralne. Ale nie zmienia się inna "stała" autora czyli fakt, że śledztwo w książce prowadzą nie tylko profesjonaliści ale rzekłabym, laicy, zwykli ludzie biorący udział w sprawie.
Policyjnego śledztwa właściwie tu nie ma czy raczej, nie poznamy tym razem jego kulisów czy szczegółów. 

Akcja książki rozgrywa się w otoczeniu mecenasa Mikołaja Szulca, nazywanego powszechnie Mecenasem. Prawnik jest między innymi właścicielem restauracji-klubu mieszczącego się w Warszawie na ulicy Oboźnej 13, noszącego nazwę Trzynastka.
Poznajemy Edytę, pracownicę restauracji, która raczej pracuje tam na wieczorne zmiany a przed południem i wczesnym popołudniem pracuje w innym miejscu. Edyta to młoda dziewczyna, która przyjechała do Warszawy w, cóż, żadne to zapewne odkrycie, poszukiwaniu lepszego życia ale też chyba chęci radykalnego zmienienia swojego życia. W rodzinnym domu na Mazurach została rodzina ale i sporo złych wspomnień i trauma na resztę jej życia. 
Pracuje ciężko i chociaż nie zarabia kokosów, jakoś przędzie jak się to kolokwialnie mówi. Może odłożyć pieniądze nie na swoje zachcianki a raczej na pomoc bliskim a dzieje się to między innymi dzięki wyrzeczeniom. Na przykład, śpi w komórce w piwnicy kamienicy, której właścicielem również jest Mecenas. Mecenas bowiem jest też znany w stolicy nie tylko z powodu bycia prawnikiem czy właścicielem klubu lecz prawdopodobnie najbardziej znany jest jako osoba odzyskująca nieruchomości. Sam wszedł w posiadanie kamienicy i zatrudnia "czyścicieli kamienic". Cóż, nie jest to zapewne ktoś, z kim chętnie byśmy posiedzieli przy kawie i porozmawiali poznając się jakoś bliżej. Zreszta, zależy jakie kto ma oczekiwania od znajomości. Ja niekoniecznie nie chciałabym poznać tego typu osobnika. 
Edyta nie ma wielu znajomych w Warszawie ale na pewno coś na kształt lepszej znajomości bo chyba nie przyjaźni łączy ją z Arkiem Majem. Arek jest ochroniarzem w Trzynastce i też mieszka w piwnicy kamienicy. 
Niestety, pewnego dnia zostaje on brutalnie pobity i trafia do szpitala gdzie lekarze z pewnością mogliby mu pomóc ale niestety, ktoś uniemożliwia im te zamiary mordując mężczyznę. 

Mecenas czuje się zaniepokojony atakiem na swojego pracownika, tym bardziej, że ma córkę, która jest oczkiem w głowie prawnika. Zleca więc prywatne śledztwo swojemu innemu pracownikowi, byłemu policjantowi, Mateuszowi Krysiakowi i pracującej dla Mecenasa prawniczce, Karinie Nowackiej. 
Jednocześnie, o czym zupełnie nie wie Szulc, swoje prywatne śledztwo podejmują zupełnie niezależnie od siebie dwie kobiety. Edyta, która chce dowiedzieć się, co się stało ale również, komu oddać powierzone jej pieniądze, które na chwilę przed trafieniem do szpitala przekazał jej Arek i Andżelika Majewska, lekarka na stażu na chirurgii. Te dwie niezależne, jak wspomniałam, "detektywki" prowadzą równolegle swoje dochodzenie. Trzecie to to prowadzone przez Mateusza i Karinę. Czwarte przez policję. 
Wydaje się być tu aż nadto "śledczych" i tych profesjonalnych ale i tych niekoniecznie ale też i sama sprawa jest mocno zagmatwana.

Edyta na przykład z przykrością stwierdza, że ona i Arek pochodzili z niemal sąsiedztwa o czym Arek nigdy nie powiedział dziewczynie gdy ta opowiadała, że pochodzi z Mazur. Nie zająknął się nawet o tym, że są krajanami i to naprawdę z bliskich okolic.
Nawiasem mówiąc, to czytając tę książkę odkrywałam po raz kolejny znane mi dobrze miejsca między innymi nasze ulubione warmińskie miasteczko czyli Reszel. Ponieważ stali czytelnicy blogu (czy raczej odwiedzający stronę blogu na Fb) wiedzą, że od 2016 roku regularnie bywamy pod Reszlem, mogę na przyszły raz służyć pomocą i wsparciem do co szczegółów, gdyby Szanowny Autor zechciał raz jeszcze osadzić akcję któregoś ze swoich kryminałów w tamtych rejonach ;). Miło mi również było część książki czytać właśnie pod Reszlem, gdzie spędzaliśmy tradycyjnie, majówkę. 

Tak więc w dość krótkim jak to zwykle ma miejsce w książkach Wójcika czasie, dzieje się dość dużo bo wszystkie te prowadzące swoje dochodzenia osoby działają, ich ścieżki częśtokroć się przecinają a dochodzenie do prawdy zaczyna być coraz bardziej frapujące. 
Czy Mecenas naraził się komuś ze światka czyścicieli kamienic? A może to poboczna działalność klubu Trzynastka ściągnęła kłopoty na jego pracownika? 

Dlaczego Arek Maj wydaje się być tajemniczy jeszcze bardziej niż uśmiech Mony Lisy, kto stoi za pobieciem i jego zabójstwem? Co z tym ma wspólnego dawna grupa lokalnych bandziorów znad Zalewu Zegrzyńskiego? Oraz wreszcie, jakie konkretnie wątpliwej natury a na pewno nielegalne interesy dzieją się tak naprawdę w bliskim otoczeniu Szulca. Tego dowiemy się po przeczytaniu "Jęku zamykanych bram".
Dla mnie ciekawym wątkiem był nie tylko ten stricte kryminalny ale losy Edyty, przyjezdnej, która jakoś nie powielała mitu osoby, która po przeprowadzce do wielkiego miasta nagle odniosła natychmiastowy i spektakularny sukces i świetnie sobie radziła w mieście a wręcz borykała się z najrozmaitszymi trudnościami. I tak jak właśnie jej śledztwo napotykało przeszkody, tak miałam wrażenie, że to właśnie kolejne tytułowe bramy zamykają się przed nią samą nie oferując jej nic oprócz rozczarowania. 

Moja ocena to 5.5 / 6. 

Odkładam przeczytaną książkę i nie ukrywam, że czekam na coś nowego, co wyjdzie spod ręki Wojciecha Wójcika. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rocznica ...

"Wybacz". Kamila Cudnik.

Refleksyjnie, rocznicowo...