Posty

"Anne z Avonlea". Lucy Maud Montgomery.

 Wydana w Wydawnictwie Marginesy. Warszawa (2022). Przełożyła Anna Bańkowska. Tytuł oryginalny Anne of Avonlea. Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nie ukrywam, że nigdy nie była w bardzo silnej drużynie Ani z Zielonego Wzgórza. Owszem, pierwszą część serii znała i to dość dobrze ale pozostałych, pomimo, że przeczytałam, nie pamiętam niemal w ogóle (o dziwo, najlepiej pamiętam fragrmenty tej, w której Anne ma już dorosłe dzieci a akcja jej trwa w czasie I WŚ).  Z tym większą chęcią sięgnęłam po wydaną niedawno "Anne z Zielonych Szczytów" w nowym i budzącym żywe emocje (a czasem wręcz chyba zbyt żywe reakcje) , tłumaczeniu pani Anny Bańkowskiej. Tamta część ogromnie mi się podobała, ciekawa zatem byłam tej, która rozpoczyna się w chwili gdy Anne jest już starszą dziewczyną, nastolatką, mającą lat szesnaście i pół i szykującą się do swojej pierwszej poważnej pracy jako nauczycielki w szkole podstawowej w Avonlea. Anne wkracza w nowy rozdział życia w sposób dla s

"Córka rzeźbiarza". Tove Jansson.

 Wydana w Wydawnictwie Marginesy. Warszawa (2016). Ebook. Przełożyła Teresa Chłapowska. Tytuł oryginalny Bildhuggarens dotter. "Córka rzeżbiarza" to, przyznaję, pierwsza moja książka autorki cyklu o Muminkach, po którą sięgnęłam wiedziona ciekawością jak odbiorę coś zupełnie innego od książek, które znam od dziecka. Jest to bowiem książka zdecydowanie skierowana do czytelnika innego niż Muminki. Przede wszystkim, czytelnika dorosłego.  I , co ciekawe, o ile w przypadku Muminków uważam , że to książki uniwersalne i dla osób w każdym wieku (nawet nie wiem czy z czasem dorośli nie wynoszą z nich jeszcze więcej niż dzieci, ot, moja refleksja), to tu odnoszę wrażenie, że jednak jest to książka stricte dla osób dorosłych. "Córka rzeźbiarza" to zbiór kilkunastu opowiadań, wspomnień, reminiscencji z czasów dzieciństwa Tove Jansson.  I chociaż jest napisana w bardzo ładny sposób, nieco poetycki, a raczej czasem realistyczny, czasem mocno bajkowy czy wręcz oniryczny, to przez

"Yurei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej". Zack Davisson.

 Wydana w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków (2018). Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Parę tygodni temu zerknęłam na półkę z książkami, które czekają na swoją kolejkę i przypomniałam sobie o tej, którą kiedyś otrzymałam od Wydawnictwa. Nie, nie do recenzowania, wtedy wpis pojawiłby się o wiele wcześniej ale jako prezent za udział w jakiejś dyskusji lub czymś podobnym. Tak czy inaczej, ogromnie się wtedy z niej ucieszyłam a oto teraz nadszedł jej czas. Dawno , dawno temu , jeszcze jako nastolatka, w kultowej i niestety, nieobecnej już na mapie kulturalnej Warszawy, księgarni "Wena" na Placu Wilsona, nabyłam sobie album "Sztuka japońska w zbiorach polskich". Na reprodukcjach zobaczyłam wiele postaci opisanych w tej książce. Zdradzeni małżonkowie nawiedzający po śmierci niewiernych partnerów, złośliwe istoty, które straszą wojowników, wreszcie, płaczący duch dziewczyny wynurzający się ze studni i mający ze sobą talerze, które rozpaczl

"Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie". Mitch Albom.

 Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2019). Ebook.  Przełożył Jakub Jedliński.  Tytuł oryginalny The Next Person You Meet in Heaven. Po bardzo dobrej pierwszej części dylogii noszącej tytuł "Pięć osób, które spotykamy w niebie", o której pisałam chwilę temu sięgnęłam po tę i ponownie jestem zadowolona z lektury. W tej części poznajemy losy Annie, którą to dziewczynkę "poznaliśmy" w pierwszej części. Annie została uratowana w czasie dramatycznych wydarzeń mających miejsce w parku rozrywki Rubyland a uratował ją wówczas nikt inny jak Eddie.  Eddie po swojej śmierci każdą z pięciu osób napotkanych w niebie pytał o to czy udało się przeżyć tej małej dziewczynce ale nikt nie udzielił mu wówczas na to odpowiedzi. Lub może udzielił ale już po tym jak zakończyliśmy lekturę książki abyśmy nie wiedzieli o tym i mieli przyjemność z czytania dalszego ciągu tej niezwykłej opowieści. Ponownie poznajemy losy bohaterki, która trafia do nieba i również ona, jak Eddie, spotyka

"Pięć osób, które spotykamy w niebie". Mitch Albom.

 Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2019).  Ebook. Przełożyła Joanna Puchalska.  Tytuł oryginaly The Five People You Meet in Heaven. Jest to książka, po którą sięgnęłam z polecenia. Tak, tak. Ja bardzo chętnie słucham czyichś polecanek książkowych a tę poleciła mi Autorka blogu nie tylko o książkach https://maniaczytania.home.blog/ "Pięć osób, które spotykamy w niebie" to książka, po której nie wiedziałam, czego dokładnie się spodziewać ale zauroczył mnie jej tytuł. Ta niewielka ( i chwała jej za to) w sumie objętościowo książka niesie ze sobą wystarczająco dużo wartościowej treści aby nie rozwlekać jej niepotrzebnie na ogromną ilość stron. Jest to ciepła, spokojna opowieść, która podejrzewam, że nie wszystkim czytelnikom spodobałaby się za jej spokojny klimat i raczej refleksyjną aurę. Mnie za to urzekła i swoim klimatem, niosącym spokój i pokrzepienie i całościowym wydźwiękiem mówiącym po pierwsze, że miłość jako ogólne pojęcie, zwycięża wszystko ale również to, że

Jedenaście lat bez...

 ...Emilki z nami.  Nie ukrywam, że moje drugie życie zaczęło się, o czym wielokrotnie pisałam, 3 maja, wraz z przyjściem Jej na świat ale ta dzisiejsza cezura również coś zakończyła definitywnie i coś rozpoczęła.  Wszyscy wiemy, że Dzieci, które odeszły są ze swoimi rodzicami i tak każdego dnia w myślach i w sercach tychże ale takie dni jak dziś, nieco silniej przywołują wspomnienia, refleksje i zwyczajnie, jest trochę trudniej. Dobrze, że jest tak zwane zwykłe życie z jego pośpiechem i rutyną. Rutyną, która jednych zabija a innym, paradoksalnie , potrafi to życie uratować.  Najważniejsze, że jest Jaś. To On daje nam siłę. Pomyślcie dziś, proszę o naszej Małej Wojowniczce, która spędziła z nami tylko czternaście dni ale na zawsze pozostanie w naszych sercach. 

"Śpij, dziecinko, śpij". Jolanta Bartoś.

 Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2022). Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Nie ukrywam, że książkę chciałam przeczytać najpierw dlatego, że okładka zaprojektowana przez Pawła Panczakiewicza wpadła mi w oko. Widok porcelanowej główki lalki z wyrazistymi niebieskimi oczami okolonymi czarnymi rzęsami, z kontrowersyjną czerwoną plamą, ciemne tło z liśćmi i białymi kwiatami (chociaż nie różami, które odgrywają wielką rolę w książce więc trochę szkoda, że jednak nie), robiła wrażenie i powodowała ciekawość co kryje się w treści tego jakby nie było, horroru. Do tej pory czytałam jedną książkę autorki, "Niepokorną", oceniłam jak widzę, całkiem dobrze a po tę sięgnęłam bo cóż, miałam chęć na horror właśnie.  Początkowo "Śpij, dziecinko, śpij..." rozpoczyna się tak, że trochę obawiałam się klonu "Dziecka Rosemary". Z drugiej strony, sądziłam, że raczej autorka nie miałaby ochoty na aż takie kalki, skoro dysponuje własną wyobraźnią i nie