"Wakacje nad Adriatykiem". Zofia Posmysz.

Wydana w Wydawnictwie Znak LIteranova. Kraków (2017).

Lubicie książkowe wymiany ze znajomymi? Ja bardzo. Kiedyś "uprawiałam" to ze znajomą, potem się urwało i dawno z nikim się nie wymieniłam książkami. W zeszłym tygodniu jednak udało nam się wymienić ze znajomą książkami, które nam się z jakichś powodów zdublowały. Polecaną mi przez nią książkę Zofii Posmysz przeczytałam jednym tchem pomimo tego, że jest to lektura wymagająca ogromnego skupienia i uwagi, ze względu i na tematykę i również na specyficzny styl języka w niej użyty.

"Popatrz, jak te słowa po prostu płyną, jak mało interpunkcji ona używa, jak te dwa światy wzajemnie się przenikają. (...)  Koniec jest (...) jak zejście na samo dno piekła". Zacytowałam tu słowa mojej znajomej (Asiu, raz jeszcze dziękuję za pomysł z książkową wymianą) bo według lepiej nie można tej książki podsumować.

Bardzo trudno czyta się literaturę, która niby ubrana w płaszcz prozy ale wyraźnie przypomina, że powstała na podstawie osobistych doświadczeń. Zofia Posmysz to pisarka, dziennikarka, nawiasem mówiąc twórczyni mojego ulubionego słuchowiska "W Jezioranach". Ale również była więźniarka obozów koncentracyjnych w Auschwitz, Ravensbruck i Neustadt-Glewe.

I te właśnie obozowe doświadczenia opisane są w tej książce.
Dwie kobiety, które los zesłał do Auschwitz. Właściwie nawet nie kobiety a dziewczyny, siedemnastoletnia i niewiele od niej starsza, być może rok. Imienia narratorki nigdy nie poznajemy, jej towarzyszka nazywana jest przez nią Ptaszką. Do tego imienia i akcji, która rozgrywa się w obozie koncentracyjnym, nawiązuje okładka książki projektu Magdy Kuc.

Wspomniałam słowa znajomej o dwóch wzajemnie przenikających się światach. Autorka bowiem rozpoczyna swą opowieść od informacji o wyjeździe z mężem i znajomą nad Adriatyk. Szybko okazuje się , że akcja opowieści dziać się będzie w dwóch światach. Jeden świat to miejsce wakacyjne nad Adriatykiem, osłonecznione, gorące, rozświetlone światłem i życiem. Drugie to świat mroku i śmierci. Obóz koncentracyjny.
Ujrzana przez narratorkę postać mężczyzny, który pewnego dnia zjawia się na plaży z trzema kobietami i cieszy się wakacyjnym słońcem, uruchamia u narratorki lawinę wspomnień.
Wspomnień o niej i Ptaszce, którą opiekowała się podczas swego pobytu w Auschwitz. Ptaszka od samego początku przedstawiona jest jako ta słabsza, zdecydowanie bierna i wręcz wyczekująca szybkiego końca. Niemal do końca nie wiemy, dlaczego ze strony kruchutkiej jak porcelana i delikatnej kobiety taka a nie inna postawa. Dlaczego zjawiła się w obozie z przekonaniem, że z niego na pewno nie wyjdzie. O tym, co mogło być tego przyczyną, dowiadujemy się niemal na ostatnich stronach książki.

Na mnie osobiście najbardziej działało to skontrastowanie dwóch światów. Słonecznego i beztroskiego wakacyjnego, nad tytułowym Adriatykiem i świata śmierci i mroku, lęku, szaleństwa, jakim była rzeczywistość obozowa. To skontrastowanie mogłoby być ryzykowne, mogłoby trącać nadmiernym dramatyzmem. Zofii Posmysz udaje się jednak tego  uniknąć. Zamiast nadmiernego epatowania okrucieństwem mamy tu dwa, właśnie przenikające się światy. I faktycznie pod koniec książki odnosi się wrażenie, że wraz z narratorką zstępujemy powoli w odmęty piekła.

Przejmująca to książka. Przyznam się Wam, że dawno, naprawdę dawno nie czytałam czegoś co tak mnie poruszyło. I naprawdę dawno temu czytałam coś tak świetnego polskiego autorstwa.
To wydanie, które czytałam, nie jest pierwsze. To wznowienie. Książka pierwszy raz ukazała się w roku 1970. Ciekawa jestem jak ówcześni czytelnicy odbierali tę książkę, skoro ja, siedemdziesiąt pięć lat po wyzwoleniu KL Auschwitz, tak przeżyłam tę prozę.

Myślę, że jeśli nie czytaliście tej książki, to jest ona na liście pozycji obowiązkowych.

A Pani Zofii Posmysz życzę z całego serca wiele, wiele zdrowia i spokoju. I chylę czoło przed Nią, że po tym co przeszła, pozostała takim dobrym, pięknym człowiekiem.

Głupio dawać ocenę tego typu książce.
Może więc po prostu napiszę, że jest ona najwyższa z najwyższych.

6.5 / 6

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z wczoraj

Dwadzieścia lat ...

"Uwierz w Mikołaja". Magdalena Witkiewicz.