"Aniołowie z sąsiedztwa". Wojciech Kania.

 Wydana w Wydawnictwie Diecezjalnym i Drukarni Sandomierz sp. zo. o.  Sandomierz (2026).

Książkę udało mi się wygrać na stronie Autora na Fb w konkursie, który odbywał się jakiś czas temu. Otrzymałam ją wraz z miłą, odręczną notatką od Autora. 

 Miałam chwilę z nią poczekać ale...zaczęłam jedno opowiadanie i... ! Wciągnęło mnie tak, że, pomimo że autor sugeruje aby z czytaniem kolejnych opowieści poczekać chwilę i dać sobie czas na ich przeżycie, mnie się to nie udało i przeczytałam ją w całości. 
To zbiór trzydziestu czterech opowiadanek. Celowo zdrabniam, bo to są właściwie krótkie historie, opowiastki, czasem nawet na trzy strony. A pomimo tego, że krótkie, są wartościowo treściwe.
Jak napisałam do jednej ze znajomych, te opowiadania są ciepłe, miękkie, przytulne. Jakby puszyste słowa otulały czytelnika i wprowadzały go w swój świat. Są jak podana w odpowiedniej chwili chusteczka, aby się wypłakać, kubek ciepłej herbaty, gdy wraca się zziębniętym z dworu, jak uśmiech nieznajomej osoby, kiedy mijasz się z kimś w sklepie lub na ulicy, taki po prostu, aby sprawić ci radość, bez powodu.

Opowiadania te są pokrzepiające, dodające otuchy. To opowieści o zwykłych ludziach jakich dużo wokół nas, którzy są dla nas wsparciem, czasem nawet o tym nie wiedząc. To może być przyjaciel ale i pan listonosz, krawiec, fryzjerka, nauczycielka, która nie skreśliła nas wtedy, gdy wszyscy inni to zrobili.

Niejeden raz się nad którymś wzruszyłam do łez i wiem, to takie może bajki dla dorosłych, ale sama miałam w życiu parę razy takie wrażenie, że jakiś Anioł trzymał mnie za rękę, gdy tego najbardziej potrzebowałam. 

Historie te utrzymane są w nieco bajkowym czasem, onirycznym wręcz klimacie i to dodatkowo tworzy ich nastrój. 
Tytułowi Aniołowie to ludzie koło nas, którzy mogą stać się takimi Aniołami dla nas nawet o tym nie wiedząc. Ale! to niesie wspaniałe poczucie, że i my możemy stać się takimi Aniołami dla kogoś, czasem z własnej inicjatywy a czasem być może nawet samemu o tym nie wiedząc. 

I chociaż wcale nie jest tak, że dzieją się tu same wesołe sprawy i mają miejsca jedynie dobre i szczęśliwe wydarzenia, to całokształt tych opowieści niesie z każdym z nich nadzieję na dobro. 
W każdym, nawet najkrótszym z opowiadań jest co najmniej jedno zdanie, które podkreśliłam. Po czym poznaję wspaniałe książki, które czytam? Ano po tym, jak kolorowe stają się one po lekturze, gdy barwy karteczek indeksujących stają się barwnym dodatkiem. 
Dla mnie samej dodatkową historią, która mogłaby się znaleźć w tomiku jest samo to, jak udało mi się wejść w jej posiadanie, ale ...to historia dość osobista i z pewnością nie na forum publiczne. Niemniej jednak, ona po prostu MUSIAŁA znaleźć się w moich rękach. 

Autor jest księdzem, ale odpieram "obawy" niektórych, którzy mogą sądzić, że jak ksiądz, to pisze o kościelnych sprawach. Tak naprawdę to książka dla każdego, kto chce po prostu zatrzymać się na chwilę, przemyśleć, wzruszyć lub uśmiechnąć, ucieszyć. To po prostu ładne, ciepłe opowieści, których tak wielu z nas wciąż potrzebuje (chociaż niektórzy nie chcą się do tego przyznać).

Moja ocena to 6 / 6. 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzień matki". Ilona Zdziech.

Książki, które czytałam w wakacje i...

"Osada". Michał Śmielak.