"Ludzie z peronu 5". Clare Pooley.

Wydana w Wydawnictwie ZYSK i S-KA. Poznań (2026).

Przełożyła Magdalena Ciszewska. 
Tytuł oryginalny The People on Platform 5.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Od razu napiszę pytania, które mogą się pojawić, nie, nie znam debiutu Clare Pooley "Cała prawda o miłości" (czy chciałabym poznać? oczywiście, że tak).

Ta, którą mam w ręku ujęła mnie dedykacją dla córki autorki, pisałam to już niedawno, jak bardzo lubię dedykacje w książkach. Tu oprócz dedykacji jest jeszcze bardzo cytat słów Agathy Christie dotyczących jej podróżowania pociągami. 

A sama książka "Ludzie z peronu 5" to miła, ciepła, krzepiąca opowieść. Tak, to coś, co zawsze określam jako "bajka dla dorosłych". Czy to jest literatura dla każdego? Z pewnością nie, nawet potrafiłabym z miejsca wyliczyć swoich znajomych, którzy sarkaliby na tę książkę. Czy to jest to, czego potrzebowałam? Czegoś, co zapewniało mi przekonanie, że mimo opisywanych w książce problemów i zmartwień, zakończy się szczęśliwie? Tak. Dokładnie tego potrzebowałam. 

Książka dzieli się na rozdziały imienne, które pochodzą od imion głównych bohaterów, są też jeszcze bohaterzy drugoplanowi, którzy też odgrywają mniejszą ale ważną rolę dla rozwoju akcji książki. 
Iona, to niemal sześćdziesięcioletnia kobieta pracująca w piśmie "Modern Woman" prowadząca dział rad noszący nazwę "Zapytaj Ionę". Kobieta zaczyna odczuwać ciążącą coraz cięższą atmosferę w miejscu pracy. Zaczyna snuć przykre refleksje, że niestety, jest to powodowane jej wiekiem i tym, że jest najstarsza w zespole. I najwyraźniej dla głównego szefa nie liczy się jej wiedza i doświadczenie i to, że pomaga osobom przysyłającym listy do redakcji. Na razie jednak co rano żegna się ze swoją żoną Beą i jedzie wraz z suczką Lulu codziennie pociągiem o tej samej porze. Jadą, jak wspomniałam do Londynu, a po drodze dosiadają się inni pasażerowie, wsród których jest paru głównych bohaterów. Emmie, pracownica biura reklamy, Sanjay, pielegniarz pracujący na oddziale onkologii, Piers, pracujący w City finansista, Martha, nastolatka z górą problemów w szkole, David, starszy mężczyzna z bardzo długim stażem małżeńskim i takimiż zmartwieniami. Wszyscy ci ludzie spotykają się codziennie niemal na tej samej trasie i w przedziale o tym samym numerze, ale zapewne nigdy nie wypowiedzieliby do siebie słowa, gdyby nie pewna poranna i mająca dość dramatyczny przebieg sytuacja. Na szczęście zakończyła się ona dobrze, ale stała się przyczynkiem do tego, że wszystkie te postaci nawiązały ze sobą kontakt, z czasem się poznały i nawet zaprzyjaźniły. 
Wraz z upływem akcji poznajemy losy poszczególnych osób. I tak, może ta książka jest ciut zbyt sztampowa i trochę z góry możemy założyć, że wiemy, jak potoczą się losy bohaterów, ale według mnie porusza mimo wszystko ważne współczesne problemy. Mówi o różnego rodzaju nietolerancjach względem drugiego człowieka, przemocy rówieśniczej w szkole, fakcie, że spora część osób uległa kultowi bycia pięknym, młodym i bogatym i tym, że o ile mężczyźni starzejąc się nabierają wręcz blasku w oczach innych, kobiety w tym samym momencie dla większości osób stają się wręcz niewidzialne. 
Oczywiście, że uwielbiam książki, w których ludzie z obcych stają się sobie bliżsi i wspierają się wzajemnie. Jest to dla mnie zawsze taki rodzaj literatury, który mogę przyrównać do otulającego kocyka i kubka ciepłej, aromatyzowanej herbaty, które czekają na nas, gdy wracamy do domu zziębnięci i potrzebujemy się rozgrzać a tu ktoś bliski z tym na nas czeka. Narzuca nam na ramiona koc, stawia kubek z herbatą i już wiemy,że wszystko będzie dobrze. I każdy problem da się rozwiązać, bo mamy przy sobie kochającą, wspierającą osobę. Lub nawet więcej, niż jedną. 

Dla mnie osobiście jakoś najsilniej zarezonował wątek Iony, która ze smutkiem stwierdza ową transparentność starszych kobiet. Być może dlatego, że właśnie chcąc nie chcąc, w tę niewidzialność wraz ze swym wiekiem, wkraczam. I tak, nie ma co się z tym spierać, tak dokładnie jest. 

Moja ocena tej książki, to 6 / 6. 

Pamiętajcie, jeśli będziecie szukali czegoś pokrzepiającego, dodającego otuchy dla kogoś lub dla siebie, bo czemu by się samemu nie rozpieścić? to "Ludzie z peronu 5" są według mnie bardzo dobrym wyborem. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzień matki". Ilona Zdziech.

Książki, które czytałam w wakacje i...

"Osada". Michał Śmielak.