"Życie za życie". Aneta Kisielewska.
Wydana w Wydawnictwie ZYSK I S-KA. Poznań (2026).
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że wzruszyła mnie dedykacja Autorki do jej synów.
A teraz już może na temat treści. To kolejna książka, kryminał, thriller bardziej autorstwa Anety Kisielewskiej. Nie zawiodłam się na książce. Nawet stwierdzam, że podobała mi się ona jak na razie najbardziej z do tej porty czytanych przeze mnie.
"Życie za życie" to opowieść o trzech wydawałoby się, różnych kobietach, których ścieżki pewnego dnia na swój sposób się przecięły.
Książka spodobała mi się za przedstawienie w każdej z części poszczególnych bohaterek, nakreślenie ich charakteru, co pozwoliło mi podczas dalszej akcji zrozumieć, czemu w danej chwili któraś z nich zachowała się w taki a nie inny sposób. Myślę, że ich portrety zostały tu całkiem dobrze odmalowane. Udane jest także tło społeczno obyczajowe. Tak, że wydaje się, że faktycznie opisywane są osoby, które być może żyją za ścianą albo znamy je z szeroko pojętych mediów.
Bohaterki, jak wspomniałam, są trzy. Ponad trzydziestoletnia Diana Dunin, jak to teraz modnie się określa, influencerka. Kiedyś laureatka konkursów Miss, obecnie prowadzi działalność zachęcającą do zdrowego trybu życia. Prowadzi internetowe ćwiczenia i również uczy swoich widzów zdrowych zachowań. Dawno temu przyjęło się, że kocha ona różowy kolor, dlatego dosłownie niemal wszystko co ma, co nosi i czym nawet jeździ, jest w tym kolorku. Diana osobiście ma już od dawna odruch wymiotny na widok tegoż, ale niestety, wizerunek Różowej Landryny sprzedaje się o wiele lepiej, niż Szarej Myszki. A na pewno przekłada się na monetyzację jej nagrań.
Nie ukrywam, opis jej życia zaintrygował mnie najbardziej. To w końcu ostatnio przecież tak modne, kreowanie swojego wizerunku, bycie artystą internetowym czy raczej, twórcą internetowym. Nikt nie jest już blogerem, krytykiem tylko właśnie jest twórcą internetowym. A ci, którzy zostali przy starej nomenklaturze, najwyraźniej nie przystają do nowoczesnych czasów. Zgadnijcie, do której grupy należę.
Autorce udało się opisać coś na kształt więzienia, w jakie sama wtrąciła się Diana. Owszem, kiedyś ta sława ją kusiła, podobała jej się. Ale z czasem zaczyna widzieć jej wady. Chciałaby spróbować czegoś innego a jest to trudne, o czym świadczy nawet to, że w jej pracy jako prezenterki pogody szef chciałby widzieć ją prezentującą tą pogodę w różowych ciuszkach.
Jednak to głównie ona zarabia na dom. Mąż Diany, Błażej, jest co prawda dobrym informatykiem, ale willę w Krakowie właściwie urządziła głównie ona, i nie chodzi tu jedynie o projekty a raczej o sfinansowanie.
Jednak Diana nie chce być kojarzona jedynie ze strasznym różem. Od dłuższego czasu działa w Fundacji Kobiecym Głosem, której zadaniem jest pomóc kobietom będącym ofiarami przemocy domowej. Organizuje się im pomoc w ucieczce od przemocowych partnerów, jeśli są dzieci, to i im również, zapewnia anonimowość.
I tak poznajemy drugą z opisywanych bohaterek, którą jest dziennikarka pisma "DAMA", Julia Rosiak.
Przeprowadza ona wywiad z Dianą, który to wywiad nie dość, że pomoże Dianie wyjść ciut z tego opakowania słodziutkiej, głupiutkiej "pani od wymachiwania nogami przed kamerą", to jeszcze będzie stanowić mocne oparcie dla samej Rosiak, której ostatnio w redakcji pali się nieco grunt pod nogami.
Julia dla odmiany mieszka nie w Krakowie, jak Diana, a w stolicy Polski i prowadzi tu z mężem Marcinem niemal idealne życie. Oboje mają świetną pracę, mieszkanie na Starym Żoliborzu. Do szczęścia brakuje im, a może, jak się zastanowić, jedynie Julii, dziecka. Kolejne nieudane próby zajścia w ciążę, kolejne procedury medyczne i zabiegi nieskutkujące dwoma paskami na teście ciążowym, to wszystko wpycha ją w otchłań ponurej rozpaczy i poczucia, że "innym się udaje a jej nie".
Ów ważny wywiad, w którym Diana i Julia rozmawiają o fundacji wspierającej kobiety w potrzebie pozwala im obu poznać trzecią z bohaterek, Kaję. Kaja pewnego dnia oddzywa się do Diany na czacie wsparcia dla ofiar przemocy i jej sytuacja składnia influencerkę do natychmiastowego podjęcia działań w celu pomocy młodziutkiej dziewczynie. Ta uciekinierka z wsi podkarpackiej, gdzie żyła w domu, w którym alkohol pełnił dla ojca ważniejszą od rodziny rolę a bieda aż piszczała, chciała zmienić swoje życie wyprowadzką do Krakowa. Udało się jej wyjechać tam i wynająć pokój z przyjaciółką ze wsi. W Krakowie obie dziewczyny podjęły pracę w butiku z ubraniami i to w tym miejscu Kaja poznała swojego partnera. Mężczyznę, który wywrócił jej życie do góry nogami. Najpierw wydawało się, że będzie z tego historia jak z bajki, jednak bajka bardzo szybko się skończyła.
Kaja zorientowała się, że bez niczyjej pomocy utknie w tym koszmarze na zawsze i najprawdopodobniej, jeśli nie zwróci się do kogoś o pomoc, to za jakiś czas partner być może zakończy jej życie.
I tak oto ścieżki i losy Diany, która miała tak wiele, Julii, która miała niemal wszystko, o czym marzyła i Kai, która z nich trzech miała wydaje się najmniej, przecięły się pewnego dnia w chwili, gdy ta zwróciła się o pomoc do Fundacji Kobiecym Głosem.
Z trzech kobiet to o dwóch skrajnych, że tak się może niezręcznie wyrażę, czytało mi się z największym zainteresowaniem. Opis życia i pracy Diany, wpędzonej nieco zbyt prędko w świat mediów, który to świat blichtru i mody nie jest często bajką i losy Kai, która wychowana w takich a nie innych warunkach i najprawdopodobniej nie nauczona dostatecznej asertywności a być może mająca po prostu taki a nie inny charakter, coraz bardziej pogrąża się w mroku życia z przemocowcem. Do czasu jednak.
Poznamy więc historie, czy raczej fragmenty życia tych kobiet i ich partnerów i to, co doprowadzi ostatecznie do dwóch śmierci. Ale nie jest to kryminał, lecz raczej książka obyczajowa z mocnym tłem społeczno-psychologicznym. Która być może odpowie na tak często zadawane pytania w przypadku kobiet, które padły ofiarami przemocy, czyli "Jak to możliwe, że była z nim tak długo?". Abstrahując od tego, że dowiedzione jest, że często to właśnie moment, gdy ofiara ostatecznie się zbuntuje i na przykład oznajmia partnerowi o końcu związku, o tym, że odchodzi lub wręcz na chwilę przed rozprawą rozwodową, stanowi jeden z najbardziej newralgicznych momentów takiej dramatycznej historii.
"Życie za życie" jest ciężką w odbiorze książką, wiemy, że zbyt dużo szczęśliwych zakończeń tu nie będzie, ale według mnie jest warta przeczytania, chociażby dla tego, aby nie dziwić się tak ostentacyjnie w pewnych sytuacjach. Kto bowiem nie był w czyjejś skórze (czy butach, jak zdaje się mawia się w Anglii) nie jest w stanie do końca wyobrazić sobie, jak ten ktoś się czuje i dlaczego działa w taki a nie inny sposób.
Na plus też to, że autorka pokazała niestety też ten mrok po podjęciu decyzji o odejściu. Nie, tu nie ma bajki, że księżniczka odeszła od niedobrego księcia i żyła długo i szczęśliwie. To też rodzaj ostrzeżenia, aby może jednak ,mimo, że to trudne aby zebrać się i uwolnić, ale nie czekać zbyt długo w nadziei na poprawę zachowania partnera agresora, bo zwyczajnie można się wręcz nigdy nie doczekać.
Moja ocena to 5 / 6.
Komentarze
Prześlij komentarz