"Bursztynowe Słodycze Magiczne". Hiyoko Kurisu.

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2026).


Anna Horikoshi. 

Tytuł oryginalny Yuyamidori Shotengai - Kohaku Yogashiten.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa do recenzji, za co ogromnie dziękuję. 


"Bursztynowe Słodycze Magiczne" to nazwa, jaką nosi niewielki sklepik ze słodyczami (niespodzianka  :) ) w bardzo schowanym w mieście, opustoszałym pasażu handlowym nieopodal niewielkiej świątyni. 

Część osób jednak trafia do sklepiku właśnie drogą via chram. Kiedy odczuwają potrzebę modlitwy w jakiejś szczególnie ważnej intencji, bywa, że dostrzegą ukrytą przed oczami innych, drogę prowadzącą do pasażu właśnie. A kiedy tam trafią i wędrują pomiędzy zamkniętymi lub wydającymi się być nieodwiedzanymi sklepikami, ich nogi prędzej czy później zaprowadzą ich do "Bursztynowych Słodyczy Magicznych". 


Książka składa się z sześciu opowieści o pięciu klientkach i klientach tajemnicznego sprzedawcy Kogetsu i o nim samym (ostatnie opowiadanie przybliża nam postać owego niezwykłego młodzieńca, który wydaje się być czasem nie w pełni człowiekiem). 


Czyż nie byłoby cudownie, gdybyśmy mieli możliwość na część naszych zmartwień i problemów "zażyć" jakąś słodycz,  zjeść kandyzowany owoc, cukierka lub jakieś mini ciasteczko? Klienci sklepiku mają taką możliwość. 

Oczywiście wchodząc w progi cukierni nie mają zielonego pojęcia, jak owe słodkości, które ich skuszą, działają. Ale może to i lepiej?

Kupujący kierują się czasem smakiem, kształtem słodycza a najczęściej intrygującą nazwą. Bo któż z nas nie skusiłby się na smakołyk noszący tak intrygującą nazwę, jak "Chciwe konpeito", "Niewidzialny wasanbon", "Monaka z kasztanem nie do ukrycia", "Karmelki podmianka" czy "Jabłko w polewie "Sprawdzam" ". Takie zresztą noszą tytuły poszczególne opowiadania, ostatnie to "Pożegnalne mame daifuku". 


Czy słodycze, które klienci kupują u Kogetsu mają w sobie jakąś magię? Zgodnie z tytułem książki, oczywiście, że tak. Okazuje się, że ich zjedzenie (nie w nadmiarze, przed czym przestrzega sprzedawca), może pomóc zmierzyć się z tym, co człowieka gnębi, gryzie, co sprawia, że jest mu źle i ciężko na duszy.

Można powiedzieć, że dzięki tym słodyczom łatwiej jest im zrozumieć coś, dojść do dobrych pomysłów i rozwiązań, zrozumieć siebie wzajemnie i otaczających ich ludzi. 

Nie są ostatecznym remedium na wszystkie bolączki, ale okazuje się,że mocno wspierają ich w podjęciu najwłaściwszych rozwiązań i uwolnieniu się od tego, co ich tak bardzo przygnębiało. 


Proza Hiyoko Kurisu jest delikatna i łagodna. Autorka operuje słowem, stara się wygładzić treść i stworzyć łagodny klimat, powoduje, że ma się wrażenie, że ta proza otula czymś ciepłym i przyjemnym. 

Jest to też niewątpliwie ta książka, o której mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie jest dla każdego. Nie dlatego, że dyskryminuję jakiegokolwiek czytelnika, ale wiem, że są osoby, którym taka opowieść z pogranicza baśni i z dobrymi zakończeniami historii, bo takie są, nie przypadnie do gustu. Ale wiem też, że jest wiele osób, które z chęcią, jak ja, sięgną po nią i odnajdą w niej coś w rodzaju ukojenia. 


Moja ocena to 6 / 6. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzień matki". Ilona Zdziech.

Książki, które czytałam w wakacje i...

"Osada". Michał Śmielak.