"To był nasz dom". Marcus Kliewer.

Wydana w Wydawnictwie Otwarte. Kraków (2025). Ebook.


Przełożyła Aleksandra Żak.
Tytuł oryginalny We Used to Live Here.

Na samym początku moja uwaga - asertywność, to ważna umiejętność. Ogólnie, jeśli któregoś dnia do Waszych drzwi zapuka jakaś rozgorączkowana rodzinka, twierdząca, że chce tylko na pięć minut rzucić okiem po domu, bo kiedyś tam mieszkali - nie wpuszczajcie. Pogońcie z pomocą chomika lub może kota, jak napisała znajoma w grupie książkowej, gdzie też zastosowałam ten żarcik kosmonaucik.

Eve i Charlie to para młodych kobiet, które niedawno kupiły stary dom, który chcą odnowić i sprzedać. Na razie w nim mieszkają ze swoją uroczą suczką Shylo i powoli się aklimatyzują. 
Jest zimowe poźne popołudnie, gdy Eve przebywająca sama z suczką zostaje zaskoczona przez przybyłą dość niespodziewanie obcą rodzinę. Rodzice z trójką dzieci pukają do drzwi z nietypową prośbą. Jako, że ojciec rodziny mieszkał tam w dzieciństwie, a akurat przejeżdżali obok, chciałby pokazać dzieciom i żonie swój dom rodzinny. 
Eve nie jest do tego przekonana. No bo jak to, zmierzcha się, zanosi się na śnieżycę, a ona siedzi w domu na totalnym pustkowiu sama i ma oprowadzać obcych ludzi po domu? I prawie udaje jej się pozbyć rodzinki już na samym początku, ale przecież wtedy nie byłoby tej książki. Asertywność nie jest najmocniejszą stroną Eve i niestety, kobieta wpuszcza do domu piątkę obcych sobie ludzi. 
Ale! teraz dzieje się najlepsze. Jak to ostrzegał ją jej wewnętrzny głos w postaci głosu ulubionej zabawki z dzieciństwa, Szympansika Mo, "Kiedy już wejdą, nigdy nie wyjdą". 

Chwila, gdy Eve Palmer wpuszcza rodzinę Faustów do swojego domu staje się momentem granicznym i od tej pory zaczyna się totalny rollercoaster wydarzeniowo emocjonalny. 
Jestem bardzo zadowolona całościowo z tej książki, pomimo, że w pewnym jej momencie odczułam coś na kształt znużenia (dalej też nie rozumiem pewnych motywów wystepujących w niej, po co na przykład wizyta w starej, zniszczonej chacie?), ale nieważne. Ważne, że czyta się ją dobrze, że nie jest oczywistością to, co nam się w danym momencie oczywistością wydaje. 
Lubię takie niejasne i niezbyt łatwe do uzasadnienia rozwiązania, podczas których można brać pod uwagę ogrom możliwości. Co tak naprawdę stało się w starym domu? Co oznaczają dokumenty przeplatające się z poszczególnymi rozdzaiałami książki?
Żeby nie zdradzać tego osobom, które lekturę mają dopiero przed sobą, powiem jedynie, że naprawdę książka jest z gatunku nieodkładalnych. I oczywiście - polecam !

Moja ocena tej książki to 5.5 / 6. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzień matki". Ilona Zdziech.

Książki, które czytałam w wakacje i...

"Osada". Michał Śmielak.