"Idę po ciebie". Wojciech Wójcik.

 Wydana w Wydawnictwie ZYSK I S-KA. Poznań (2026). 

Książkę do recenzji otrzymałam od Wydawnictwa, za co ogromnie dziękuję. 

Na wstępie przedstawię się. Mam na imię Maria, mam pięćdziesiąt lat i jestem niereformowalną fanką kryminałów i sensacji autorstwa Wojciecha Wójcika. 

Odkąd przeczytałam jego "Bilet dla zabójcy" i sięgnęłam po wcześniejsze książki autora, wiem, że każdą następną wydaną u nas książkę Wójcika biorę w tak zwane ciemno. 
I mimo że, teraz powiem mój stały żarcik przy recenzowaniu jego książek, ilość notatek, które przy tej okazji czynię bywa, że zbliżona jest ilością kartek do jakiejś cieńszej książki, to nie zraża mnie to. Ale przyznam, rzeczywiście notatki czynię, bo ilość wątków i postaci tego (przynajmniej w moim przypadku) tego wymaga. 

"Idę po ciebie" - taki komunikat można odbierać na różne sposoby. W sumie, wszystko zależy od tonu głosu i osoby, która takie zdanie w naszym kierunku wypowiada. Może brzmieć, jak groźba i to niekoniecznie jakaś ukryta, może być jednak, wypowiedziana tonem ciepłym i krzepiącym, zapowiedzią pomocy, którą ktoś nam obiecuje i której nam dostarczy. Wszystko, powtarzam, zależy od tego, kto i jakim tonem taką frazę wypowiada. 

Gerard Choiński vel Choina, to więzień, któremu osiem lat temu zasądzono wyrok relatywnie krótki, jak na zbrodnię, jakiej się dopuścił. A mianowicie odebrał on życie jednemu ze szczecińskich policjantów, Janowi Cioskowi, zwanemu Johnny. 
Kara krótka, ale wiadomo, kara to kara, a więzienie, to nie przedszkole. I tak oto wydaje się, że Choina wkrótce opuści mury ZK, gdy podczas prac społecznych, których nawiasem mówiąc osadzony był współpomysłodawcą, więzień zabija współosadzonego, ciężko rani wychowawcę grupy a sam... ucieka. Na okolice pada blady strach, w końcu Choina nie siedział za przekręty finansowe a za najcięższą zbrodnię. I jak widać, nie waha się przed kolejną!
I oto zaczyna się akcja książki, która na pewno nie będzie ani nudna, ani nie da nawet na chwilę odetchnąć czytelnikowi. 

Już przywykłam do stylu autora. W jego książkach zawsze jest więcej, niż jeden ważny bohater. W tym przpadku śledzimy naprzemiennie losy uciekiniera a także śledztwo prowadzone przez milicję. 
Praktykantkę Igę Kostrzewę, jej opiekunkę Aśkę i Igora łączy to, że będą się starali jak najszybciej ująć zbiega a także wygasić nastrój paniki, jaki się udziela okolicy. 
Choiński uciekł z cmentarza w Darłówku, osadzony był w Szczecinku, ale gdzie się wybiera? I po kogo tak naprawdę idzie? 

W "Idę po ciebie", jak wspominałam, jest mnogość osób i wątków, co, jak wspomniałam, nie jest jakimś specjalnym zaskoczeniem dla miłośników książek autora. 
Warto pilnie śledzić nawet wydawałoby się wzmianki o jakiejś postaci, czy wydarzeniu, tym bardziej że akcja nie zwalnia ani na minutę, bo, jak to u Wojciecha Wójcika, na końcu okazuje się, że wszystko to było po coś i na samym końcu ładnie i logicznie się splata. 

"Idę po ciebie" okazało się bardzo wciągającą rozrywką, która spełniła swoje zadanie, otrzymałam ciekawy pomysł na akcję, wątek sensacyjny a dodatkowo, co lubię u tego autora, właściwie wszystko rozwiązuje się, jak powinno :) w dobrym kryminale, dosłownie na paru ostatnich stronach. 

Moja ocena to 6 / 6. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzień matki". Ilona Zdziech.

Książki, które czytałam w wakacje i...

"Osada". Michał Śmielak.