"Kora i inne zwierzęta". Kamil Sipowicz.
Wydana w Wydawnictwie MARGINESY. Warszawa (2026).
Mam jedno lekkie zastrzeżenie do tej książki, to znaczy, wolałabym ciut więcej obecności Kory. Ale może tak, jak jest , jest dobrze? Może pisząc książkę (nie mam w sumie pojęcia, kiedy Kamil Sipowicz ją pisał) powoli przyzwyczajał się do nieobecności Kory w jego życiu? Może to był jakiś rodzaj wcześniejszego oswojenia się z brakiem już po Jej odejściu?
Nie wiem. Wiem, że dostałam ją w prezencie urodzinowym i z przeróżnych (osobistych) powodów jest ona dla mnie ważna i istotna i z pewnością trafia na półkę z tak zwanymi "natychmiastami", żeby ją mieć pod ręką. Zwłaszcza, że forma krótkich opowieści, nawet nie opowiadań, sprzyja temu by czytać ją wyrywkowo, po prostu sięgnąć po książkę i otworzyć na chybił trafił. I czytać.
Czytać o swoistym prywatnym Raju, jaki w ostatnich latach Kory stworzyli na Roztoczu małżonkowie. Raju z ukochanymi zwierzętami, które są tu zdecydowanie traktowane podmiotowo, z bliskimi przyjaciółmi, w miejscu, które organizowali właśnie chyba z myślą, by Kora mogła odejść w jak najbardziej możliwym komforcie...
Mnie się tę książkę czytało z zachwytem (opisy przyrody, natury, zwierzaków i ich losów, miłość do zwierząt) ale i ze ściśniętym gardłem, bo przecież wiedziałam, jak się to wszystko zakończyło. Ten etap życia Kory, z ukochanymi i w miejscu, w którym była szczęśliwa po prostu dobiegł końca.
Przebija tu rodzaj pewnej osobistej filozofii życia, miłość do życia, umiejętność przyjęcia go takim, jakie jest, ale i walka o to, by było to życie dobre i godne dla wszystkich istot zamieszkujących to niezwykłe miejsce. To główny wątek książki.
Nie jest to w żadnym wypadku coś na kształt kolejnej biografii wspaniałej piosenkarki, ale taki pean na cześć życia.
Myślę, że na swój sposób, (chociaż wciąż wolałabym "wiecej Kory" ) to książka, z której każdy z nas może wynieść ważne dla siebie refleksje i coś, co sobie zapożyczy. Moja ocena to 5.5 / 6.
Komentarze
Prześlij komentarz