"Sen o okapi". Mariana Leky.
Wydało Wydawnictwo Otwarte. Kraków (2021). Ebook.
Przełożyła Agnieszka Walczy.
Tytuł oryginału Was man von hier aus sehen kann.
Przekład "Snu o okapi" jest świetny i w tym miejscu naprawdę chciałam podziękować Tłumaczce za świetny tekst. Ja wiem, że wróbel orła nie urodzi i zwyczajnie, najważniejsze, żeby oryginał był dobry, ale powiedzmy sobie szczerze, tłumacz robi robotę. Tu robota została wykonana świetnie.
"Sen o okapi" to prezent, który się przeleżał, jak to się kolokwialnie mówi. Zaczęłam go czytać w chwili, gdy otrzymałam książkę i ... porzuciłam. Myślę, a nawet to wiem, że to nie był wówczas "jej"czas. I cieszę się ogromnie, że od pewnego czasu robię coś kompletnie odwrotnego od tego, co do niedawna było moim zwyczajem. Czyli, że zaczęłam wracać do książek porzuconych. W ten sposób skończyłam już trzecią porzuconą wcześniej, lekturę (wszystkie są czytane na głos świnkom, więc najwyraźniej - to działa !).
Nie żałuję ani sekundy spędzonej nad książką i mam tę chęć, która aż tak często mi się nie zdarza, a mianowicie rozpocząć ją od początku.
Cóż to za książka? To taka spokojna, cicha, łagodna opowieść. Z gatunku, który ostatnio baaaardzo lubię i i baaaaardzo potrzebuję.
W małej niemieckiej wiosce żyje sobie spokojnie zżyta ze sobą społeczność. Narratorką opowieści o owej społeczności jest Luiza, która opowiada historię od czasu, gdy ona i jej najlepszy przyjaciel Martin mieli dziesięć lat.
Babcia Luizy, Selma miewa sny prorocze. Otóż, gdy przyśni się okapi, w ciągu następnej doby ktoś z bliskich lub nawet ze znajomych ze społeczności umiera. "(...) Selma trzy razy w życiu śniła o okapi i zawsze ktoś potem umierał, dlatego byliśmy przekonani, że sen o okapi i śmierć są nierozerwalnie związane".
I tak się też dzieje na początku książki. Selmie śni się okapi i śmierć faktycznie po kogoś z opisanego grona przychodzi.
Wiem, że są ludzie, którzy takich książek nie lubią. Bo w sumie, o czym jest "Sen o okapi"? O starszej pani, która miewa oryginalne sny przepowiadające zgony? O małej wiosce gdzieś w Niemczech, w której ludzie żyją, jak wszędzie indziej? Uprawiają ziemię, chodzą do szkoły, chodzą do biura, prowadzą swój zakład optyczny lub leczą inne osoby? Ani tu nie ma wielkich dramatów, ani nie ma wielkich karier, wygranych? Ot, życie. Życie, jak wokół nas. Ale całość jest napisana w taki sposób, jak lubię, czyli tak spokojnie, bez fajerwerków ale właśnie tak oryginalnie, specyficznie. Trochę bajkowo, a trochę tak, że podczas czytania wielokrotnie myślałam sobie "Jak ta pani Mariana ładnie napisała to, co ja wielokrotnie myślałam".
Ogólnie, to już wiem, czemu ta książka na mnie "poczekała". Bo to też opowieść o stracie i odchodzeniu. O godzeniu się z tym i z życiem, jakie ma miejsce po stracie. O tym, że każda strata czyni pustkę ale nie musi czynić nicości. Jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
"Sen o okapi" to jedna z tych opowieści, które pewnie czytaliśmy parę razy w życiu. A jednak jest na swój sposób napisana we własnym, oryginalnym stylu i to tak, że czytałam ją z naprawdę wielką przyjemnością, pomimo, że opowiada miejscami o sprawach ogromnie trudnych i takich, które uwierają, ale opisane są tak,że się nie czuje człowiek zdołowany i przybity a pokrzepiony i taki od razu w lepszym nastroju.
Moja ocena to oczywiście 6 / 6.
Komentarze
Prześlij komentarz