"Biała elegia". Han Kang.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2024).

Przełożyła Justyna Najbar-Miller. 
Tytuł oryginalny ang. The White Book.


Podoba mi się ten tytuł polski ! Ha, o wiele bardziej od tego angielskiego. Nie wiem, kto o nim zdecydował, czy polska Tłumaczka, czy ktoś z Wydawnictwa. Niemniej jednak tytuł ten pasuje bardzo do treści. 

Po książkę Noblistki, która to ową literacką nagrodę odebrała w roku 2024 sięgnęłam niejako przypadkiem. W zeszły weekend bez planu i dosłownie na chwilę znalazłam się w jednej z warszawskich galerii handlowych, gdzie okazało się, że nici z oglądania ubrań, gdyż odbywa się tam organizowany przez jeden z antykwariatów, kiermasz książki. 
Przepraszam, teraz będzie wtręt kompletnie nie pasujący do treści, o jakiej potem napiszę, ale muszę! No więc rzuciłam się w wir poszukiwań i ryłam w tytułach, jak dzik w truflach. Dziękuję za przeczytanie tego :)

Podczas przeglądu książek w ręce wpadła mi wtedy "Biała elegia". Z informacji na fanpejdżu blogu już wiem, że ostatnio w dyskontach i sklepach panuje promocja (wyprzedaż?) książek Han Kang. Pojęcia nie mam, czemu. 
Ja zwyczajnie ucieszyłam się z tego konkretnego tytułu, bo akurat on z paru osobistych mocno powodów był dla mnie ważny i od dawna nosiłam się z myślą przeczytania tej książki. I czyż to nie jest niezwykłe, że wpadła mi w ręce nieco przypadkowo, w korzystnej cenie, dodatkowo, gdy autorka opisuje zimę spędzoną w Warszawie a ja czytałam ją w panujących w mieście koszmarnych upałach?

Koleżanka z blogu 100 stron na godzinę napisała mi wczoraj w wiadomości prywatnej o "Białej elegii", że jest to, cytuję, książka "(...)  delikatna, poetycka, smutna ". 

Właściwie to trzy słowa, które faktycznie oddają w stu procentach, czym jest ta ksiażka. To zbiór myśli, refleksji Han Kang na temat jej żałoby? przeżywania śmierci starszej siostry, która żyła jedynie dwie godziny. A Han Kang żyła wraz z bratem w cieniu tego żyjącego tak krótko dziecka... |

Książka nie dość, że nie jest obszerna, to jeszcze dodatkowo poszczególne teksty są najczęściej bardzo krótkie. Ale wydaje mi się, że taka właśnie ma być. Nie ma tu nadmiaru słów i to plus tej książki.
Nie wiem, na ile naprawdę w domu autorki mówiono czy wspominano ową tragedię związaną z porodem pierwszego dziecka w rodzinie. Wiem jedno, odnoszę wrażenie, że to zmarłe dziecko, starsza siostra Han Kang wciąż "żyje"... Trudno to określić, w jaki sposób,ale jakby mimo tego, że nie ma jej fiizycznie, to jest wciąż obok autorki przez to, jak wiele myśli jej ona poświęca. 
Biały, uszyty przez matkę kaftanik staje się też pierwszym i ostatnim ubrankiem noworodka i jednocześnie ubraniem dziewczynki do pochówku. A jednak wydaje się,że dzięki słowom Han Kang ona jednak wciąż żyje. Może właśnie dlatego, aby nieco więcej poczuć siostrę Noblistka zdecydowała się napisać "Białą elegię"?

Podczas lektury zastanawiałam się parę razy, czy można mieć żałobę po kimś, kogo się zupełnie nie znało, ba, nawet nie widziało na oczy? 
A jeśli, to przyszło mi do głowy określenie, moje własne, przeze mnie ukute o "żałobie odroczonej". Albo o "próbie żałoby". Nie wiem, na ile da się naprawdę przeżywać własną żałobę po siostrze, której się nie zna a w jakim stopniu, to uczucia przejęte po na przykład matce.  Może więc fakt, że podczas zimowego pobytu w Warszawie autorka pod wpływem filmu o zrujnowanym po Powstaniu Warszawskim mieście, zaczęła pisać słowa pozwoliło jej na wreszcie przeżycie tej żałoby i jakby wypuszczenie z płuc zbyt długo wstrzymywanego oddechu. 

Jak dla mnie ta książka była oniryczna, jakby toczył się w niej bardzo długi sen. Można też na swój sposób odebrać to, jako wędrówkę po światach, do których na co dzień nie mamy dostepu. Po żaświatach?

Czy to jest książka dla każdego? O tak, moje ulubione (znowu dzięki koleżance ze 100 stron na godzinę) pytanie. 
Nie wiem, szczerze mówiąc. Jestem pewna, że wiele osób odłoży ją ze stwierdzeniem, że jest "niezrozumiała". Ja odnoszę wrażenie, że jest to jedna z tych książek, które najwięcej dają samej piszącej ją osobie i nie jest to zarzut ani nawet próba porównania książki do jakiejś autoterapii. To według mnie próba uporządkowania odczuć, myśli, poukładania słów, które nareszcze zdają się do czegoś pasować. Biel, która jest motywem wiodącym "Białej elegii" może być interpretowana na tak wiele sposobów. Bo przecież i biel kaftanika, w którym zostało złożone ciało dziecka do grobu i śnieg, który sypie w mieście, w którym autorka tworzy najważniejszy koncept swojej przyszłej książki i w końcu owa biel, mylnie pierwotnie zintepretowana przez Han Kang jako śnieg. Owym śniegiem na filmie dokumentalnym okazał się pył pokrywający ruiny zniszczonej Warszawy.  

Na pewno "Biała elegia", to książka specyficzna i taka, którą się albo pochłonie i będzie w nas rezonować albo odłoży na półkę lub puści dalej w obieg, gdyż nie zostanie po niej nic, co stanowiłoby powód do jej zatrzymania. 

Trochę się obawiałam lektuury, ale dałam radę i chyba na swój sposób mogę nawet powiedzieć, że cieszę się z tego, że w końcu ją przeczytałam. 

Moja ocena to 6 / 6. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Osada". Michał Śmielak.

Książki, które czytałam w wakacje i...

"Emilka na falach życia". Lucy Maud Montgomery.