"Cień gejszy". Anna Klejzerowicz.
Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo (2011).
Przeleżał się u mnie "Cień gejszy" nieprzyzwoicie długo.
Dostałam tę książkę od kogoś, z kim już nie utrzymuję kontaktów, za to wraz z otwarciem stron "Cienia gejszy" dużo miłych wspomnień z tą Osobą się pojawiło. Miło...
Nie ukrywam, że sięgnęłam po ten kryminał dziejący się w Gdańsku głównie (ogólnie w Tójmieście) dlatego, że zachwycił mnie kryminał Anny Klejzerowicz "Puste ramy", który czytałam dopiero co.
Nie wiem, czemu wcześniej nie przeczytałam "Cienia gejszy", za to teraz nadrobiłam ten błąd a lekturę miałam naprawdę udaną.
Z posłowia od Autorki wiem, że artysta, którego drzeworyty są głównym motywem sztuki w tej książce, istniał naprawdę. Baison, bo o nim mowa, był autorem cyklu drzeworytów, które stworzone w Japonii i które jakimś zbiegiem okoliczności znalazły się w Gdańsku w latach 90-tych XIX wieku.
Już sama ta historia, to pomysł na jeszcze inną książkę, ale tu akurat intryga dotyczy drzeworytów.
Mijają lata i nastają czasy współczesne, gdy dziewiętnastowieczne japońskie drzeworyty znów znajdą się na świeczniku.
Czego tu nie ma? I dawna Japonia, która akurat przechodzi czas fascynacji Zachodem i Europą, i właśnie niezwykle ciekawa sztuka drzeworytnicza dawnych czasów. I ciekawa intryga kryminalna, którą rozwiązują Emil Żądło wraz z partnerką i przyjacielem Markiem Zebrą. Drzeworyty zdają się przynosić nieszczęście obecnym właścicielom i każdemu, kto zaczyna wykazywać zainteresowanie nimi. Co przynosi pecha, czemu akurat z nimi jest związany ciąg nieszczęśliwych zdarzeń i zbrodni? Tego przyjaciele muszą się dowiedzieć, bo zła siła, która wiąże się z tymi dziełami sztuki zaczyna niebezpiecznie zbliżać się i do nich.
Podobnie, jak w "Pustych ramach" akcja kryminału dzieje się wartko. To lubię, żadnego wleczenia się, jest wrecz filmowo. Zresztą akurat tę i poprzednią czytaną przeze mnie książkę Anny Klejzerowicz z przyjemnością zobaczyłabym w wersji filmowej (chociaż, jak się zastanowić, ostatnio ekranizowanie literatury bywa zaskakujące dla części widzów i czytelników ;) ). Ale "Cień gejszy" aż prosi się o ekranizację i kto wie, może kiedyś się to uda?
Większość czasu akcja dzieje się we współczesnych czasach, w Trójmieście właśnie, ale wydarzenia i osoby z przeszłości odegrały w tej historii ważńą rolę. Stare grzechy rzucają długie cienie. To powiedzenie w tym przypadku jest niewykle prawdziwe.
Cieszę się, że sięgnęłam po "Cień gejszy". Czytało mi się ją świetnie a dodatkowo dobrze ze względu na Japonię i sztukę tego kraju. I znów warto sięgnąć do internetu, aby bardziej zgłębić temat.
Polecam osobom, które dotąd nie czytały tej książki Anny Klejzerowicz a moja ocena to 6 / 6.
Komentarze
Prześlij komentarz