"Puste ramy". Anna Klejzerowicz.
Wydana w Wydawnictwie Purple BOOK. Warszawa (2026).
Ogromnie dziękuję Wydawnictwu za przekazanie mi tej książki do recenzji.
Ależ miałam fantastycznie spędzony czas nad tą książką! Po pierwsze, świetna tematyka (zaginięcie dzieł sztuki), po drugie ciekawa i wartka akcja książki, po trzecie, udana intryga kryminalna.
Dwoje dziennikarzy pracujących w dziale historycznym "Przeglądu Pomorskiego, a prywatnie para, Nina Kiryłło i Eryk Morski podejmują bez wiedzy swojej przełożonej Marzenny Kowalskiej prywatne śledztwo.
Mieli pisać artykuł o czymś zupełnie innym, gdy w oko i w ucho wpadła im historia kolejnej kradzieży dzieła sztuki z polskiego muzeum. Tym razem chodzi o kradzież obrazu Cranacha z muzeum diecezjalnego na Śląsku. Okazuje się, że dziesięć lat wstecz, z pobliskiego miasta również zginął obraz, tym razem przypisywany nikomu innemu, jak samemu Manetowi. Dziennikarze rozprawiając o tej kradzieży zauważają dziwną zbieżność. Po pierwsze, wydaje się, że podobne zaginięcia dzieł sztuki, jak ta współczesna ze Śląska, jak i ta sprzed dziesięciu lat, która miała miejsce niedaleko, miały miejsce w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. I wszystkie te zabory dzieł sztuki łączy jeden motyw. Ogień, który pojawiał się albo w danej placówce muzealnej albo w innym miejscu powiązanym z tym wydarzeniem. Co gorsza, oprócz ewidentnych strat samych dzieł sztuki, podczas tych przestępstw ginęli też ludzie.
Nie dziwne więc, że dawna dziennikarka śledcza, Nina, zamiast nudnego materiału, jaki miała przygotować wraz z Erykiem, wybiera ryzykowne i pełne emocji prywatne dochodzenie. Chcą dowiedzieć się, czy faktycznie coś (lub raczej ktoś?) łączy wszystkie te kradzieże dzieł sztuki i czy obecnie te kradzieże również można łączyć z tym, co miało miejsce w ubiegłym stuleciu. Ale to dochodzenie jest poza wiedzą ich szefowej, Marzanny Kowalskiej, która wyraźnie zabroniła im tego typu działań. Jednak nic nie powstrzyma osób, które czują, że ma miejsce jakaś niesamowita afera na rynku dzieł sztuki i wystawienniczym. I to jest dopiero pomysł na artykuł.
Przy okazji jestem pod wrażeniem, bo dawno nie zdarzyło się, abym w trakcie czytania książki kryminalno sensacyjnej aż tak często sięgała do internetu. A tu? Anna Klejzerowicz intrygę "Pustych ram" oparła częściowo na prawdziwych wydarzeniach.
I tak na przykład, sprawdźcie sobie niesamowitą historię obrazu Brueghla "Kobieta niosąca żar", który to obraz skradziony został z Muzeum Narodowego w Gdańsku w roku 1974. Odnaleziony on został w 2022 zupełnie przypadkiem, na wystawie w Muzeum w Goudzie. Wydaje mi się, że w momencie, gdy piszę te słowa, a jest to wrzesień 2026 obraz ten nie powrócił na swoje pierwotne miejsce, chociaż oczywiście są starania, aby tak się stało. Pozostaje więc mieć nadzieję, że wszystkie policyjno dochodzeniowo administracyjne działania doprowadzą do tego,że wkrótce będziemy mogli cieszyć się nim ponownie w Polsce.
Sami więc pomyślcie, jak mogli nie sięgnąć po wręcz cisnący się pod dziennikarskie pióro, niezwykły temat Nina i Eryk? Dziennikarze zatem ruszyli w teren, aby zbadać sytuację i dowiedzieć się, czy ich przypuszczenia, że wszystkie te dotychczasowe sprawy się łączą, są prawdziwe.
Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę. Akcja toczy się szybko, sama tematyka dzieł sztuki i ich zaginięć z rozmaitych powodów jest dla mnie ciekawa. A dodatkowo fakt, że część z tych spraw naprawdę miała miejsce na swój sposób dodaje książce niezwykłości (chociaż wolałoby się, aby każda sprawa miała swój szczęśliwy finał).
Moja ocena to 6 / 6.
Komentarze
Prześlij komentarz