"Pociąg o północy". Matt Haig.

Wydana w Wydawnictwie ZYSK i S-KA.

Przełożył Tomasz Tesznar. 
Tytuł oryginalny The Midnight Train. 

Ogromnie dziękuję Wydawnictwu za przekazanie mi tej książki do recenzji. 

"Pociąg o północy" to książka dziejąca się w świecie znanym czytelnikom "Biblioteki o północy" tegoż autora. Ja, przyznam się, nie znam tej książki Haiga, ale zdecydowanie nabrałam ochoty na to, aby ją przeczytać. 

"Pociąg o północy" ujął mnie już od samego początku. Spodobał mi się tytuł, jak i krótka notka wydawnicza. Czułam, że to będą "moje klimaty", że tak może określę to kolokwialnie i okazało się, że czytelnicza intuicja mnie nie zawiodła.
To jest po prostu piękna i mądra książka. Taka, która ma ciekawie wymyślony pomysł fabularny i jest taką książką, podczas czytania której w mojej głowie rodziło się wiele refleksji i uwag. A takie cenię sobie. Nie jest to z pewnością najambitniejsza lektura czy pomysł na to, co w niej się dzieje, ale trafiła zdecydowanie na "mój" czas i co ważniejsze, nie jest to taka książka, o której po latach pomyślę, że właściwie nie pamiętam z niej nic poza ogólnym zarysem, że "podobała mi się", a takich niestety, jest całkiem sporo. 

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy coś z przeszłości byście zmienili? Postąpili inaczej w jakiejś kwestii, podjęli odwrotną do podjętej decyzję lub zwyczajnie, zrobili coś inaczej, niż to miało miejsce? I oczywiście, czy jeśli tak, to żałowaliście, że tak naprawdę nie macie takiej możliwości? Cofnąć się i zdecydować o tym, że postąpicie w inny sposób, co może wpłynąć na wasze dalsze losy? 
A Wilbur Budd dostał taką możliwość i szansę. 

Akcja książki rozpoczyna się w roku 1974, gdy młodzi i świeżo poślubieni sobie Maggie i Wilbur Budd rozpoczynają podróż poślubną w pięknej Wenecji. I wydaje się nam, że tak pięknie zaczynający się związek dwojga ludzi, którzy znają się i kochają od lat, nie ma na swej drodze żadnych przeszkód do tego aby stać się pięknym, trwałym, zgodnym małżeństwem. 
Niestety, chwilę potem przenosimy się pięćdziesiąt dwa lata później, gdy Wilbur Budd ma ponad osiemdziesiąt lat i dostaje spektakularnego ataku serca na progu własnego domu. Nie zdradzam tu żadnych tajemnic, nie spoileruję, bo to wszystko rozgrywa się na dosłownie parunastu pierwszych stronach książki. 
Wspomniałam już, że pod koniec życia Wilburowi przytrafiła się niezwykła możliwość? A o co dokładnie chodzi? 
Oto o północy zjawia się po mężczyznę pociąg, w którym znajduje się miła mu przewodniczka po zaświatach? lustrze przeszłości? fotografiach z przeszłego życia? 
I oto Wilbur rusza w niezwykłą podróż, podczas której ma niezwykłą szansę obejrzenia swego życia raz jeszcze i dojścia do tego, czemu on, którego losy poznaliśmy najpierw jako szczęśliwego, młodego małżonka, ponad pięćdziesiąt lat później mieszka sam, nie mając od dziesiątek lat kontaktu z Maggie i przyjaciółmi. 

Osobiście jest parę motywów filmowo literackich, które ogromnie mnie ujmują i które sprawiają, że po coś do czytania lub obejrzenia sięgam w ciemno, jak to się mówi. Jednym z takich motywów jest motyw drugiej szansy. A taką najwyraźniej udało się dostać umierającemu osiemdziesięciolatkowi, który ma dojmujące wrażenie, że wszystko, co było mu najdroższe i dla niego najważniejsze, stracił w wyniku własnej głupoty. 

Czy Wilburowi uda się przebyć całą podróż Pociągiem o północy we właściwy sposób? Czy będzie się kierował każdą zasadą, jaka obowiązuje na pokładzie tego nietypowego środka lokomocji? Czy wykorzysta w stu procentach niezwykłą możliwość, jaka mu się przytrafiła , czyli możliwość spojrzenia na swoje minione życie z perspektywy osoby zmarłej i czy uda mu się coś zmienić?

Wspomniałam już powyżej, że podczas czytania "Pociągu o północy" miałam wiele rozmaitych refleksji. Oczywiście, że zadawałam sobie pytania, czy chciałabym otrzymać szansę podobną do tej, którą otrzymał Budd, ale i budziła się we mnie lekka obawa, czy gdyby faktycznie trafiła się taka okazja, umiałabym zdecydować we właściwy sposób o zmianach, które chciałabym dokonać. I skąd miałabym wiedzieć, że to że postąpię inaczej w danej sytuacji zadecyduje o powodzeniu w przyszłości lub nie zmieni jej w radykalny sposób? Wcale nie jestem więc pewna, że chciałabym mieć taką możliwość, jakkolwiek zachwycająco nie brzmiałoby to na samym początku. 
No i pozostaje też otwarta kwestia tego, czy nie jest tak, że tak naprawdę są miliony ścieżek życia danych osób, które to ścieżki wiodą w taką lub inną stronę pod wpływem działania i decyzji człowieka i czasem dosłownie jedno, wydawałoby się, drobne wydarzenie jest czymś, co radykalnie wpływa na przyszłość, a czego początkowo oczywiście nie wiemy. 
Czuję się tą książką oczarowana. Stała się ona wspaniałą lekturą, aczkolwiek przypuszczam, że mój Mąż ma już na dłuższy czas moich zachwytów nad nią i jej treścią :)
Czy "Pociąg o północy" spodoba się każdemu? Jak każda książka, z pewnością nie. Ale jestem pewna, że jeśli dłuższy czas śledzicie mój blog i mamy jakieś punkty zbieżne w doborze lektury, to będziecie tą niezwykłą opowieścią o niesamowitej podróży, jak ja podobnie zachwyceni. 

Nie ma innej możliwości z mojej strony, niż podarowanie jej oceny 6 / 6. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Osada". Michał Śmielak.

"W głębinie". Will Dean.

Sierpień...